/4/desc|/3/asc|/0/desc|/3/desc|/4/desc BÅ‚ysk Å›wiatÅ...

Menu

BÅ‚ysk Å›wiatÅ...



Błysk światła Wyjechaliśmy z Przemyśla wczesnym rankiem. Powietrze nasycone ozonem zapowiadało upał. Krótka plątanina ulicami i prostym szusem wyskoczyliśmy na trakt ku granicy, do Kalwarii Pacławskiej. Wycieczka zapowiadała się dobrze. Krajobraz polskich Bieszczad w pełni lata oszałamiający. Niby oswojony, tu i ówdzie zorganizowany, ale w większości dziki i mało obsiadły przez ludzkie osiedla. Po obydwu stronach drogi łąki, łąki, łąki. Kipiące kwitnącymi dziurawcami, żółtymi, pomarańczowymi, złotymi, gdzieniegdzie już rdzawymi. Jak bele rozwiniętego materiału zsuwają się bezwładnie ze stoków, to znów podbiegają pod ciemnozielone progi lasów. I zapach. Ni to gorzki, ni to słodki, miodowy. Podjazd pod Górę Pacławską trudny, niemal pionowy. Parę razy zgasł silnik i wdrapywałam się, wspomagając ręcznym hamulcem. Wyszłam z samochodu mokra i poirytowana. Mieć w samochodzie siedemnastoletniego Pawła, teoretyzującego rajdowca, to nie przelewki. Nic nie mówił, ale minę miał wszystko i lepiej wiedzącą. Natomiast Edward, korzystający z praw braterskich, nie szczędził uwag i reżyserował mnie bez litości. Jedynie Marysia, jedyna z nas nie prowadząca, zachowała wielkoduszną obojętność.